Bitwa o Chartum 1898 (Powstanie Mahdiego część II)

Heroiczna śmierć Gordona wywołała w Anglii gigantyczną burzę. Premier Gladstone, wcześniej nazywany Great Old Man – GOM, doczekał się innego przezwiska – MOG (Murder of Gordon). Staruszek przetrwał najgorszy okres i doczekał chwili, gdy opinia publiczna powoli skierowała uwagę w inne strony. Ale takie burze zostają w kościach, a raczej w ludzkiej pamięci. Legenda Gordona, choć […]

Heroiczna śmierć Gordona wywołała w Anglii gigantyczną burzę. Premier Gladstone, wcześniej nazywany Great Old Man – GOM, doczekał się innego przezwiska – MOG (Murder of Gordon). Staruszek przetrwał najgorszy okres i doczekał chwili, gdy opinia publiczna powoli skierowała uwagę w inne strony. Ale takie burze zostają w kościach, a raczej w ludzkiej pamięci. Legenda Gordona, choć chwilowo odeszła w cień innych ważnych wydarzeń i codzienności, czekała na swój czas, gdy stracony bohater będzie pomszczony, a honor imperium – uratowany.

10 lat później nastąpiła zmiana rządu. Ster przejęli torysi, których program polityczny obejmował budowę światowego imperium. Jingoizm, czyli szowinistyczna ideologia nakładająca na Imperium brzemię cywilizowania dzikusów, stał się myślą przewodnią działań Londynu. Faktyczne, ale nieformalne panowanie Brytyjczyków w Egipcie miało być pierwszym krokiem  w planie wcielenia większości Afryki w organizm światowego imperium.

Porażka w Chartumie i tlący się tam cały czas konflikt był plamą na honorze Europejczyków. DO tego doszła porażka Włochów. W marcu 1896 potomkowie Cezara, zaczynając swoje dobre tradycje kontynuowane później przez Mussoliniego,  dostali cięgi od króla Abisynii (obecnie Etiopia). To była pierwsza przegrana przez Europejczyków bitwa w Afryce. Szłoby tak dalej, a biali utraciliby nimb niezwyciężoności. Należało szybko i dobitnie naprawić ten uszczerbek w wizerunku niepokonanej potęgi Białego Człowieka.

Grafika propagandowa z okresu wojny w Sudanie. Źródło: WIki Commons

Zaledwie 11 dni po włoskiej klęsce, czyli bitwę pod Aduą, Brytyjski parlament postanowił doprowadzić do porządku sprawę sudańską. Dowódcę operacji został generał Horatio Kitchener.

Horatio Kitchener (pośrodku, jasny mundur) w trakcie kampanii w Sudanie. Źródło: Wiki Commons

Jak już wiemy z pierwszej części opowieści o wojnie w Sudanie, Kitchener pojawiał się w Egipcie jeszcze za czasów Gordona. Głównodowodzący dysponował więc doświadczeniem i znajomością realiów na najwyższym możliwym poziomie. Co więcej, Kitchener był ostatnim białym, który widział Gordona żywego. Wkradł się bowiem do miasta przez linie oblężenie tuż przed ostatecznym atakiem Mahditów. W Aleksandrii był kapitanem. W Chartymie – majorem. Teraz widzimy go jako generała.

Miał do swojej dyspozycji 15 000 żołnierzy. Przeciwnik miał znacznie więcej, ale… Brytyjczycy mieli broń o decydującej mocy – baterię karabinów Maxim. Mieli też mnóstwo czasu i mogli postępować metodycznie. A jak zaraz zobaczymy, większość wysiłku zainwestowanego w kampanię polegała na przygotowaniach, a nie samej walce.

Problemem, z jakim musieli zmagać się wszyscy dowódcy bez względu na okres historyczny, jest zaopatrzenie. Dostarczenie żołnierzy, sprzętu i innego zaopatrzenia do miejsca, w którym dojdzie do decydującej konfrontacji decyduje o zwycięstwie lub klęsce. Żołnierze potrzebują amunicji, żywności, wody, leków, części zapasowych do broni, możliwości ewakuacji. Aby zapewnić to wszystko na środku pustyni, należało wybudować linię kolejową. Dzięki niej  zaopatrzenie mogłoby docierać tam gdzie jest potrzebne nie w przeciągu miesięcy, ale dni.

Najlepszą ilustracją takiego skokowego przyspieszenia był epizod tłumienia buntu w zachodnich częściach Kanady. Jeszcze w roku 1850 w całej Kanadzie było zaledwie 100 kilometrów linii kolejowych. Choć dziesięć lat później było ich już 2000, to budowa linii do zachodniego wybrzeża kontynentu, a więc i utworzenie  jednolitego, zarządzanego centralnie państwa wydawała się niespełnioną mrzonką.

W 1869 roku w zachodnich rejonach Kanady, a konkretnie nad rzeką Czerwoną, wybuchł bunt pod przewodnictwem Louisa Riela. Armia potrzebowała 3 miesięcy aby dotrzeć na miejsce niepokojów. Dekadę później, gdy problemy powtórzyły się, po wybudowaniu kolei transport ekspedycji karnej zajął zaledwie jeden tydzień, a zaprowadzenie porządku niewiele dłużej.

Kitchener świetnie zdawał sobie sprawę, że to jest atut, który powinien wykorzystać do maksimum. Zarządził zbudowanie linii kolejowej do Sudanu. Linia ta była i tak potrzebna. Miała połączyć Kapsztad na południu kontynentu z Egiptem. Było to częścią bardziej ogólnego zamysłu. Należało ubiec inne europejskie mocarstwa kolonialne w strategicznym zadaniu opanowania źródeł Nilu. Dzięki tej strategicznej sytuacji Kitchener miał środki na realizację swojej ekspedycji.

Linia wbijała się w kraj czarnych jak igła potężnej strzykawy, wtryskującej cywilizację na kompletnie dzikie tereny. Przedsięwzięcie budowy kolei było ogromnym wyzwaniem. Każdy drewniany podkład, każda szyna i sworzeń musiał być dowożony na środek rozpalonego do białości pustkowia. Do miejsca układania torów dowozić też trzeba było robotników, wodę, i żywność dla ludzi i paszę dla zwierząt, a także wszelkie zaopatrzenie potrzebne do podtrzymania prac.

Narzucone przez Kitchenera tempo  było mordercze – dawało jednak wyniki. Anglicy posuwali się etapami. Wpierw zakładano wysunięty obóz warowny, do którego następnie dociągano tory. Gdy zapasów zaopatrzenia i żołnierzy było już dość do obrony wysuniętej placówki, tworzono kolejną. Gotowe odcinki były dozorowane przez patrole lądowe i liczne kanonierki, które – uzbrojone w artylerię – pływały tam i z powrotem wzdłuż brzegów Nilu.

Ten powolny, ale niepowstrzymany pochód trwał dwa lata. Przyszły premier i pogromca Niemców Winston Churchill uczestniczył w całym tym przedsięwzięciu jako korespondent wojenny, w randze porucznika lansjerów. „Clockwork campaign” czyli mechaniczna kampania – taką nazwę ukuł na to czego był świadkiem.

Brytyjskie postępy były obserwowane przez Sudańczyków. W ich średniowiecznym świecie dzid, mieczy i namiotów wdzierała się rzecz przekraczająca ich wyobraźnię. Gdybyśmy dziś na Ziemi wylądowali Marsjanie, aby wznosić wysokie na setki metrów niezrozumiałe i złowieszcze konstrukcje, to czulibyśmy to samo co Sudańczycy na widok linii kolejowej. Ten,  kto czytał Wellsowską Wojnę światów, i pamięta zbudowany przez pisarza nastrój grozy i końca świata jakim go znamy, będzie wiedział, co czuli Sudańczycy.

A niebezpieczeństwo było tak obce i tak nieoswojone, że ci nie reagowali. Swoje zrobiła też znakomita ochrona budowy. Trzymających się zwarto białych nie było jak ugryźć! Pustynni wojownicy przez pierwszy rok zachowywali się całkowicie biernie. A Brytyjczycy z tygodnia na tydzień byli bliżej Omdurmanu, stolicy Sudanu. Czasami zatrzymywali się na dłużej, zbierali siły, ale potem ruszali znowu. Niepowstrzymanie.

Sudan1898

Gdy niemal trzy lata po rozpoczęciu budowy kolei pierwszy pociąg dotarł do zbiegu Nilu i rzeki Atbara, Churchill zanotował, a później zamieścił w swojej książce River War: „Los derwiszów został przypieczętowany. Możliwa się stała szybka wysyłka wielkich armii do serca Sudanu, niezależna od pór roku i stanu zasobów tej krainy (…) Chociaż nie stoczono jeszcze bitwy, zwycięstwo zostało osiągnięte. (…) Należało teraz tylko zerwać owoc  w najwłaściwszym czasie, w sposób najmniej kłopotliwy i przy najmniejszych kosztach”.

Masakra

Przywódca Sudańczyków uznał, że zamiast bronić Chartumu, bitwę wyda Anglikom na przedpolach stolicy – Omdurmanu. Oddanie stolicy bez walki równałoby się klęsce. A zwycięstwo liczącej 50 tysięcy wojowników armii tak czy inaczej miał zapewnić wspierający mahdystów Allah. Armie weszły ze sobą w kontakt 1 września 1898 roku. Bój miał nastąpić o świcie następnego dnia. Zapadła niespokojna noc.

Europejczycy użyli reflektorów aby oświetlić obóz przeciwnika. W sercach ludzi pustyni wywołano w ten sposób, najprawdopodobniej celowo, zabobonny strach. Niektórzy emirowie zakrywali twarze obawiając się oślepienia magiczną bronią demona. Dowodzący armią kalif, w strachu przed siłą oka demona, zwinął swój śnieżnobiały namiot, by uczynić go niewidocznym.

A o świcie mahdyści rzucili się do szarży. Rozpędzona masa tysięcy wojowników zdawała się być niepowstrzymana. Ale na jej drodze nie stanęła inna masa wojowników, a nowoczesna technika. Europejskie karabiny plunęły ogniem. Szybko rozgrzały się do czerwoności. Strzelcy wymieniali je na broń kompanów oczekujących w rezerwie.

Ale to nie karabiny były czynnikiem decydującym. Był nim karabin Maxim.

Brytyjskie Stanowisko karabinu Maxim. Żródło: http://www.victorianwars.com

Maksim to pierwszy na świecie samopowtarzalny karabin maszynowy zasilany nie korbą, a energią prochu. Wyszedł spod ręki brytyjskiego wynalazcy Sir Hirama Stevensa Maxima w roku 1884. Szybko stał się symbolem brytyjskiego imperializmu.

Zasłużenie. W maksimach strzelających w szarżujących bez żadnego szyku wojowników gotowała się woda. Uzupełniano ją z manierek. A teren przed ich celownikami pokrywał się trupami i rannymi. Żaden z nich nie padł bliżej niż 50 metrów od brytyjskich okopów.
Gdy maksimy i artyleria wykonały swoją pracę, ruszył kontratak brytyjski. Resztki armii derwiszów oddały pole.

Bilans: zaledwie 28 Brytyjczyków zabitych. Natomiast po stronie Sudańczyków życie postradało 9700, 15 000 zostało rannych, a 5000 schwytano do niewoli. Żadna bitwa nie skończyła się chyba bardziej szokującą dysproporcją strat. Dla Brytyjczyków kampania została wygrana. W uznaniu zasług dla Korony, Kitchener stał się Lordem Kitchenerem z Khartoum.

Powiązane wpisy:

Charles Gordon w Chartumie (Powstanie Mahdiego część I)

 

Źródła:

Winston Churchill: The River War: An Account of the Reconquest of the Sudan

 

One thought on “Bitwa o Chartum 1898 (Powstanie Mahdiego część II)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *