„Bo ryba była za słona” (kapitan Cook I)

Dzieje świata to gigantyczny lewiatan utkany z przypadków i czynów bohaterów. Trudno na niego wpłynąć jeśli chcieć robić to z rozmysłem. Jednak z perspektywy czasu okazuje się, że o tym jak wygląda mapa polityczna decyduje coś wręcz śmiesznie błahego. Jeden z takich przypadków zdarzył się w XVI wieku, a miejscem, gdzie przysłowiowe „wszystko” się zaczęło, […]

Dzieje świata to gigantyczny lewiatan utkany z przypadków i czynów bohaterów. Trudno na niego wpłynąć jeśli chcieć robić to z rozmysłem. Jednak z perspektywy czasu okazuje się, że o tym jak wygląda mapa polityczna decyduje coś wręcz śmiesznie błahego.

Jeden z takich przypadków zdarzył się w XVI wieku, a miejscem, gdzie przysłowiowe „wszystko” się zaczęło, była Nowa Fundlandia. A raczej wody wokół niej. Obfitowały one w dorsze i szybko stały się celem wypraw rybaków z dwóch konkurujących ze sobą mocarstw – Francji i Anglii.

Połowy trzeba było zabezpieczyć przed gniciem. Zapobiegliwi Francuzi zabierali ze sobą sól i używali jej do konserwowania ryb. Anglicy soli nie brali. Musieli więc suszyć ryby na miejscu. I tak powstała pierwsza osada na wyspie – Ferryland.

Drugi krok w kolonizacji tego, co w przyszłości będzie Kanadą, uczynili Francuzi. Jacques Cartier, usłyszawszy od miejscowych Irokezów plotki o złocie, popłynął w górę rzeki Św. Wawrzyńca, w daremnym poszukiwaniu cennego kruszcu. Znalazł jednak coś niemal równie cennego. Być może pomysł jego importu do Europy zaświtał mu w czasie mroźnej zimy, którą spędził w najdalszym miejscu, do którego dopłynął – przyszłym Quebecu.
A mówimy tu o futrach lokalnych zwierząt. Być może historia podboju (słowo „kolonizacja” nie uwzględniałoby tego, że ziemie te były już zamieszkane) Ameryki Północnej potoczyłaby się inaczej, ale pechem dla kanadyjskich bobrów było to, że w połowie XVI wieku w Europie zapanowała moda na męskie kapelusze z bobrowego futra.

Kształty kapeluszy z filcowanego futra bobra, Źródło: Wiki Commons

Materiał był miękki i trwały, a jak widać z obrazka, pozwalał na uzyskanie niemal dowolnego kształtu. Każdy go musiał mieć – moda przetrwała aż do połowy XIX wieku.

W krainie Wielkich Jezior i okolicach pojawiło się setki handlarzy, którzy polowali na bobry i kupowali już znoszone futra od miejscowych Indian. Jedne i drudzy z czasem znaleźli się na krawędzi wyginięcia. Było to przesądzone, gdy w 1608 roku powstała pierwsza stała francuska osada, która rozrosła się w Quebec.
Partnerstwo publiczno-prywatne

Jednym z niepozornych ale kluczowych powodów sukcesu Anglii w roli mocarstwa organizującego światowe imperium handlowe było specjalne podejście do interesów.

Hiszpańskie imperium, zasilane potokiem złota i innych kosztowności rabowanych w Nowym Świecie, zarządzane było przez urzędników królewskich. Kształtowana przez nich polityka nie była zbieżna z interesem ludzi wysyłanych na kraniec świata po bogactwo lub śmierć.

A z perspektywy szarego człowieka… Marynarz, który ma udział w części pryzu zdobytego statku, walczy lepiej niż ten, który do walki przymuszony jest feudalnym obowiązkiem wobec pogardzającego nim pana. A w długiej perspektywie czasu ludzie zmotywowani osobistym zyskiem mają zwyczaj zwyciężyć.

W Europie rodził się w ten sposób szacunek do własności prywatnej, obudowany normami prawa. A jednym z kluczowych osiągnięć była równość wobec prawa.

Równość i poczucie braterstwa, poczucie wspólnoty losu, a przede wszystkim przekonanie o konieczności współdziałania w grupie – to były wartości hołubione przez kolonistów przybyłych do Ameryki w początkach XVII wieku. Ta mentalność, zamiast jak biblijne ziarno paść na skałę sztywnych stosunków feudalnych, serwitutów, danin i podatków, padła na żyzną glebę nowego świata. Nie było w nim skomplikowanych praw własności czy zasiedziałej arystokracji. Liczył się efekt własnej pracy. I z tego ziarna narodziła się duch amerykańskiej przedsiębiorczości. Koloniści, którzy w początkowych dziesięcioleciach walczyli wyłącznie o przetrwanie, z czasem zaczęli ciężką pracą wykuwać lepszy los dla siebie i swoich dzieci. Owoce własnej pracy.

Starcie Hiszpanii i Anglii to starcie dwóch systemów społecznych, mentalności, podejścia do relacji między władzą i obywatelem. Feudalne imperium walczyło z powstającym państwem kapitalistów, bankierów, handlarzy i przemysłowców. To niemal jak walka dwóch światów. Współpraca prywatnych inwestorów z interesem królewskim następowała na zasadach partnerskich! W innych monarchiach było to nie do pomyślenia.

Hudson Bay’s Company

Mentalność blokująca rozwój handlu była jednym z czynników było w przypadku Francji. Dwaj Francuzi Pierre-Esprit Radisson oraz Médard de Chouart (znany później jako Sieur des Groseilliers) postanowili spenetrować obszary na północ od Quebeku. Spodziewali się dotrzeć do Zatoki Hudsona. Transport futer morzem byłby o wiele szybszy i wygodniejszy niż przedzieranie się przez leśne głusze.

Gdy dwaj traperzy, a właściwie coureus de bois (franc. ‚ci co przebiegają lasy’)  wrócili z samowolnej wyprawy pojawili się ze stertami futer… zamiast zostać wynagrodzeni za rozszerzenie interesów, zostali przez gubernatora ukarani grzywną.

Wobec tego traktowania udali się do konkurencji – prosto do Londynu. Tam zainteresowali handlem futrem angielskich biznesmenów. Powołano towarzystwo handlowe i w 1668 wysłano po futra ekspedycję dwóch statków. Wyprawa, dogadawszy się z miejscowymi indianami, założyła fort Charles i przezimowała w nim. Na wiosnę zgromadzili słuszny ładunek futer i wysłali do Anglii.

Wartość ładunku opiewała na 90 tysięcy funtów. Anglicy zwęszyli kasę. W 1670 roku Król podpisał Kartę Kompanii Zatoki Hudsona. Była ona kwintesencją angielskiego podejścia. Grupie biznesmenów został oddany w samowładne rozporządzenie teren większy od całej Europy. Najciekawszy fragment brzmiał tak:

„Nadaje się prawo Gubernatorowi i Kompanii Kupców-ryzykantów z Anglii, udającym się do Zatoki Hudsona […] do prowadzenia na tych wszystkich wodach, cieśninach, zatokach, rzekach, jeziorach, dopływach, które leżą wewnątrz cieśniny zwanej Zatoką Hudsona, oraz na wszystkich ziemiach i wybrzeżach  które do wód tych należą […], a które nie są w posiadaniu żadnego z naszych poddanych, ani poddanych innego chrześcijańskiego władcy albo państwa”

Zasięg Kompanii Zatoki Hudsona. Źródło: Wiki Commons

Całe przedsięwzięcie było analogiczne do Kompanii Wschodnioindyjskiej.

Francuzi byli bardziej zainteresowani nie tworzeniem imperium handlowego, a raczej polityczną kontrolą nad odkrywanymi w Ameryce terenami. Rząd francuski sam sprowadzał osadników i sprawował nad nimi ścisłą kontrolę polityczną. Nie byli to ani desperaci, ani ludzie pragnący własną pracą stworzyć dla siebie nowe życie.Ochotników było mało i nie byli entuzjastyczni do życia w surowych warunkach Nowego Świata. Dotyczyło to zwłaszcza chłopów, których rząd próbował usadowić wokół zakładanych fortów. Pamiętajmy też, że tereny w północnej części kontynentu miały klimat znacznie surowszy niż kolonie brytyjskie takie jak Virginia.
I taj w połowie XVIII wieku było francuskich kolonistów ledwie 50 tysięcy.

 

Francuskie, hiszpańskie i angielskie posiadłości w Ameryce Północnej. Źródło: Wiki Commons

Póki co, pod koniec wieki XVII okazało się, że francuskie własności są okrążane przez Anglików. Sami francuscy traperzy, którzy założyli Kompanię, szybko spostrzegli do czego doprowadziło ich działanie i w 1682 roku stworzyli konkurencyjną operację La Compagnie du Nord (Kompanię Północną) i oddali się pod opiekę Króla Francji.

Ale było już za późno. Angielskie interesy ekonomiczne znalazły w kanadyjskich pustkowiach stałą przystań.

 

CDN

One thought on “„Bo ryba była za słona” (kapitan Cook I)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *