USA w Iraku

Artykuł i niektóre komentarze

Amerykanie w Iraku: Wojna czy polowanie
Mariusz Zawadzki
2007-10-08, ostatnia aktualizacja 2007-10-07 15:53

Ostatnie tygodnie przyniosły Amerykanom fatalną serię wpadek w Iraku. Ochroniarze panoszą się na ulicach Bagdadu niczym kowboje, zaś żołnierze polują na ludzi „na przynętę”
Zobacz powiekszenie
Fot. MAHMOUD RAOUF MAHMOUD REUTERS
Irak: amerykańscy żołnierze w czasie patrolu

Zaczęło się od jednej kuli, którą 16 września koło południa z niewyjaśnionych dotąd przyczyn wystrzelił ochroniarz eskortujący amerykańskich dyplomatów. Kula przeszła na wylot przez głowę irackiego lekarza, który razem z matką jechał do bagdadzkiego szpitala odebrać ojca. Noga zabitego bezwładnie spoczęła na pedale gazu, dlatego auto wjechało na trasę konwoju. Ochroniarze z amerykańskiej firmy Blackwater zaczęli strzelać we wszystkich kierunkach, zabijając rozbiegających się w panice przypadkowych przechodniów. Zginęło 17 Irakijczyków, kilkudziesięciu było rannych.Firma Blackwater już od dawna cieszy się w Iraku złą sławą. Jak wynika z opublikowanego wczoraj raportu amerykańskiego Kongresu, przez dwa ostatnie lata jej ochroniarze uczestniczyli w Iraku w prawie 200 strzelaninach. W ponad 80 proc. przypadków strzelali pierwsi. Raport cytuje amerykańskich wojskowych twierdzących, że ochroniarze zachowują się jak „kowboje”, szybko i chętnie naciskają na spust. Jeden z nich oficerów uważa nawet, że zachowanie pracowników Blackwater przynosi wizerunkowi USA w Iraku więcej szkody niż skandal z maltretowaniem irackich więźniów w Abu Ghraib.

Raport kwestionuje też ogromne pieniądze, jakie Blackwater inkasuje od rządu USA (ponad miliard dolarów, dzień pracy ochroniarza kosztuje 1200 dolarów). Firma broni się, że jeszcze nikt, kto przez nią był chroniony nie zginął (choć ginęli sami ochroniarze). To właśnie helikopter Blackwater w czwartek przerzucił do szpitala polskiego ambasadora rannego w zamachu.

Ale miarka się najwyraźniej przebrała. – Doszło tam do jakiejś tragicznej pomyłki – mówił o strzelaninie w Bagdadzie zastępca sekretarza stanu John Negroponte. Departament Stanu, który korzysta z usług Blackwater, ogłosił w czwartek, że w jej autach w Iraku zamontowane zostaną kamery i magnetofony. W konwojach będą też jeździć obserwatorzy Departamentu Stanu bacznie obserwujący zachowanie ochroniarzy. Wczoraj w Bagdadzie po raz pierwszy zebrała się wspólna iracko-amerykańska komisja, która radzi jak chronić amerykańskich dyplomatów jednocześnie nie zabijąjąc irackich przechodniów.

Jednak dla Irakijczyków najgorsze jest to, że pracownicy Blackwater są całkowicie bezkarni. Zaraz po wojnie Amerykanie ustanowili prawo, zgodnie z którym ochroniarze ich ambasady są objęci immunitetem i nie mogą stawać przed irackim sądem. Po strzelaninach i wypadkach drogowych, które wywołują agresywną jazdą, ochroniarze nawet nie zatrzymują aut. Jadą dalej i nic ich nie obchodzi.

Pod koniec zeszłego roku pijany pracownik Blackwater zastrzelił ochroniarza wiceprezydenta Iraku. Irakijczycy chcieli sądzić go za morderstwo, ale już po kilkudziesięciu godzinach Amerykanie wywieźli go do USA. Dopiero po ostatniej strzelaninie w bagdadzie ogłoszono, że amerykański wymiar sprawiedliwości zajmie się tamtą sprawą.

– Działanie Blackwater stawia pod znakiem zapytania suwerenność Iraku! – przestrzega premier Nuri Maliki, który wciąż domaga się wycofania firmy z jego kraju. A iracki parlament, który od wielu miesięcy nie potrafi uchwalić żadnej sensownej ustawy, ostro zabrał się do pracy, żeby uchylić immunitet ochroniarzy z USA.

Rakietami w dzieci i kobiety

Nie ma mowy o zniesieniu immunitetu chroniącego amerykańskich żołnierzy w Iraku, tymczasem także oni mieli ostatnio kilka strasznych wpadek.

W miniony piątek nad ranem helikoptery ostrzelały rakietami budynek mieszkalny w sunnickiej części Bagdadu. Zginęło 13 osób, w tym dwie kobiety i czwórka dzieci. Sąsiedzi zabitych opowiadają, że byli to zwykli ludzie niemający nic wspólnego z rebeliantami. Armia USA wydała oficjalne oświadczenie, że bada incydent.

Dwa dni wcześniej, w środę, helikoptery zniszczyły budynek w wiosce Babahan, 50 km na południe od Bagdadu. Z ruin wyciągnięto ciała pięciu kobiet i czwórki dzieci (wszystkie poniżej piątego roku życia). „W tamtej okolicy od dawna ukrywali się terroryści al Kaidy, a w sąsiednim budynku znaleźliśmy ładunki wybuchowe, przewody, baterie i włączniki czasowe potrzebne do wyrobu bomb-pułapek” – ogłosiła armia USA. Ale wszczęła śledztwo, które ma wyjaśnić sprawę.

Oba te naloty były zapewne tragicznymi pomyłkami w zasadzie nieuchronnymi w kraju ogarniętym zaciekła wojną partyzancką. Jednak od końca wojny amerykańscy dowódcy coraz częściej polegają na lotnictwie, a coraz rzadziej posyłają w podejrzane miejsca patrole drogowe. Bomby zrzucane z samolotów czy helikopterów zwykle całkowicie zaskakują rebeliantów, poza tym ryzyko strat własnych spada praktycznie do zera. Ale taktyka taka zwiększa szanse tragicznej pomyłki.

„Tragiczną pomyłką” nie da się jednak nazwać afery ze snajperami, którą jako pierwszy opisał kilka dni temu dziennik „Washington Post”.

Snajperzy, czyli myśliwi

Sprawa wyszła na jaw podczas procesu trzech amerykańskich żołnierzy oskarżanych o zabijanie irackich cywilów. W zeszłym tygodniu sierżant Evan Vela, płacząc rzewnymi łzami, opowiadał sędziom, jak zmuszono go do zabójstwa.

– Naszą kryjówkę przypadkowo zobaczył pewien Irakijczyk. Szedł do nas z gołymi rękami uniesionymi do góry. Sierżant Michael Hensley zapytał: „Jesteś gotów?”, po czym krzyknął: „Strzelaj!”. Odruchowo pociągnąłem za spust. Hensley zaśmiał się, podszedł do zwijającego się w konwulsjach mężczyzny i dobił go. Następnie wyciągnął z worka kałasznikowa, karabin używany przez rebeliantów, i podrzucił go obok zabitego. „Tak wyjaśnimy innym, co tu się stało…” – stwierdził.

Mogłoby się zdawać, że jest to stara jak świat historia okrutnika (Hensley) i słabego psychicznie podwładnego (Vela), który mu uległ. W każdej armii, nawet amerykańskiej, zdarzają się takie przypadki, ale są one przecież wyjątkiem, a nie regułą. Niestety, w toku śledztwa okazało się, że sprawa jest poważniejsza.

Dziesięciu snajperów zeznało, że w styczniu br. do ich jednostki przyjechali doradcy z Pentagonu, którzy zaproponowali im nową, innowacyjną metodę walki z rebeliantami. Polega ona na tym, żeby na ulicach podrzucać amunicję lub materiały do produkcji bomb, a następnie czatować i zabijać każdego, kto próbuje je podnieść.

Armia nie chce potwierdzić, że program „zabijania na przynętę” faktycznie istnieje. Jednak obrońca Veli twierdzi, że jego klient przez kilka miesięcy działał zgodnie z rozkazami i zaleceniami dowódców. Podrzucenie zabitemu kałasznikowa zaś jest wynaturzeniem programu, który już sam w sobie budzi ogromne wątpliwości moralne. W Iraku nie trzeba być wcale rebeliantem, żeby podnosić zapalnik czy amunicję znalezione na ulicy. Większość ludzi klepie tu biedę i zbiera wszystko, co ma nadzieję sprzedać za parę groszy.

Dlatego program „zabijania na przynętę”, o ile się potwierdzi, może stać się kolejnym wielkim skandalem rzucającym cień na armię USA w Iraku – po Abu Ghraib, zabiciu 24 niewinnych cywilów w Hadisie czy gwałcie na 14-letniej dziewczynce i wymordowaniu jej rodziny (świadków gwałtu). Choć należy pamiętać, że wszystkie te skandale zostały ostatecznie ujawnione i osądzone, to warto też rozumieć, że dla Irakijczyków jest to niewielkie pocieszenie.

Źródło: Gazeta Wyborcza

++++++++
Komentarze

darthmaciek napisał: „istota wojny w Iraku bylo to, aby Amerykanie,”

To tak samo, jakby napisac, ze „za wybuch drugiej wojny swiatowej
odpowiadaja Europejczycy”. Niby prawda, ale zapytajmy Bialorusina,
Polaka czy Zyda (obojetnego obywatelstwa) jak mu takie stwierdzenie
odpowiada.

Calym ku_estwem wojny prowadzonej obecnie przez soldateske
poslugujaca sie szympansem z Bialej Klatki jest to, ze jest to
wojna „Amerykanow” tylko o tyle, o ile maszyna propagandowa koalicji
neokonow, syjonistow, ewangelikow i kompleksu militarno-
przemyslowego chcialaby ja uczynic.

„za 400 miliardow dolarow”

Nastepna polprawda. Na marginesie, koszta te sa znacznie wieksze niz
przytoczone 400 miliardow.

Otoz prosze mi pokazac jakiekolwiek zrodlo amerykanskie podajace
zarowno kto placi jak i kto zbiera zyski. Skad i dokad przeplywaja
owe miliardy.

Bo ja smiem twierdzic, iz tzw. „koszty” nie sa zadnymi kosztami a
tylko transferem pieniedzy z kieszeni oglupionego i zle
wyksztalconego podatnika amerykanskiego do kieszeni w/w koalicji
mordercow.

To tak jakby mowic, ze kieszonkowe wyplacane wlasnym dzieciom jest
strasznym „kosztem” prowadzenia rodziny i nalezy je zaksiegowac po
tej samej stronie wydatkow co oplaty za prad, benzyne czy jedzenie.

Miliardy „kosztow” napadu na Irak sa okradaniem wlasnego podatnika
przez bydalkow, ktorzy dorwali sie do wladzy w Waszyngtonie.

„i za cene prawie 4 tysiecy wlasnych zolnierzy”

Jeszcze jedna polprawda. „wlasnych zolnierzy” brzmi tak dumnie i
solidarnie, prawda? A w rzeczywistosci w Iraku nie ma tam zadnych
dzieci politykow, i jezeli juz zaciagnie sie ktos uczciwie, na
ochotnika i z tzw. wyzszych pobudek to go wlasna armia odstrzeli,
tak jak tego znanego sportowca, aby potem rodzina mogla sie na
prozno dopytywac.

Biur rekrutacyjnych na prozno szukac w tzw. „dobrych dzielnicach” a
za to pelno jest ich w dzielnicach czarnych, latynoskich czy
generalnie biednych centrach miast. Pobor na podstawie loterii w
tej „ochotniczej” armia zostal zastapiony poborem z biedy.
Zaczyna sie mowic o przyjmowaniu do wojska ochotnikow latynoskich
bez obywatelstwa i przebywajacych nielegalnie w USA. Typowy rzymski
zaciag mieska armatniego za obietnice obywatelstwa cesarstwa.

Takze „splidarnosc” w ponoszeniu kosztow wojny w postaci strat w
ludzich jest czysta fikcja. Bogate i wyksztalcone USA wynajmuje
sobie biednych i niewyksztalconych najemnikow do straszenia swiata
za cene obietnicy podniesienia swojego statusu na drabinie
spolecznej w tymze USA.

„mogli zastrzelic troche irackich cywilow…”

E Financial Times byl kiedys artykul zatytulowany „Natural born
killers” a opisujacy zachowanie zoldactwa amerykanskiego w Iraku.
Takze nie jestes tak daleki od prawdy. Lepiej jest wyslac
tzw. „element” do jakiegos obcego kraju i pozwolic im tam
postrzelac „legalnie” do jakichs podludzi anizeli zmagac sie z
gangami i zbrodnia w centrach swoich miast.

Wot, takoj „social engineering made in the USA”.

===========Co to jest „wpadka”?
Dać się złapać bez biletu w autobusie czy zabić hurtem ileś kobiet i
dzieci?
Zatrudnić się jako „kanar” czy jako zawodowy morderca?
Być szefem mocarstwa mówiącym „wy nas nie będziecie sądzić”?
Tydzień czy dwa temu „prezydent” Iraku uniżenie prosił ambasadora
USA by zabrać tych najemników. Bo jego ochroniarza zastrzelili.
Dostał tzw. odpowiedź wymijającą – „mamy cię w d..e”
Może jak te bandziory będą miały kolejną „wpadkę” i panu
ambasadorowi córkę przerobią na kaszanę – ktoś się przejmie…
…i da polecenie, by tylko do tych śniadych strzelać bez ostrzeżenia

==============

Zapomniałeś , ze Blackwater działa na zlecenie departamentu obrony USA.
oczywiście czym innym jest armia , a czym innym prywatna firma, a zleceniodawca
jest ten sam. Może wyjaśnisz wszystkim ignorantom dlaczego pomimo wielu zbitych
przez pracowników tej firmy irackich cywilów, żaden z jej pracowników nie stanął
przed sądem. Nie wiem też skąd na tym forum przeświadczenie, ze wojna to
usprawiedliwia, chyba że przyjąć, iż wojna ta toczy sie przeciwko narodowi
irackiemu na co wskazują podane w artykule fakty. Jeśli tak jest to jak każda
wojna przeciwko narodowi jest to wojna przegrana, czego z całego serca
amerykanom życzę, jak również tego by przeniosła sie na ich terytorium , a
wtedy inny uczestnik forum przekonującą napisze, że prywatna firma iracka może
strzelaść na ulicach NY do cywili amerykańskich bo takie sa reguły wojny.

=================

po pierwsze, Iranczycy to NIE Arabowie, tylko Persowie. Po drugie, mlodziez
iranska NIENAWIDZI REZIMU ISLAMSKIEGO. Mlodzi ludzie w tym kraju tocza ciekawe,
PODZIEMNE zycie: chodza na tajne imprezy i tajne randki, potajemnie pija alkohol
i pala marihuane, potajemnie ogladaja to, co ich rowniesnicy na Zachodzie
(erotyke, filmy amerykanskie i europejskie, itd), potajemnie sluchaja muzyki
rockowej (maja sporo dobrej wlasnej – linki znajdziesz np. na
www.iranpoliticsclub.net (witryna Iranczykow przeciwnych rezimowi
islamskiemu w Iranie), czytaja niezafalszowana przez rezim historie swojego
kraju, itd. Wielu tych ludzi popiera Ameryke i cieszyloby sie z upadku rezimu.
Radosc z 11. wrzesnia byla np.w Palestynie – i to na masowa skale.

==============

Terrorysci w wojnie z USA nie mieliby zadnej szansy na ichnim terrytorium, gdyz
brakowaloby zaplecza dla jedynej logicznej wojny mozliwej do wygrania z przewaga
supermocarstwowego wojska – wojny guerrilla mianowicie.

Dlatego celem terrorystow 11 wrzesnia, bylo wyprowadzenie wojsk USA poza ich
granice na teren nie stabilny – bo pozwalajacy na taktyke guerrilla -, zeby
mozna bylo powtorzyc Wietnam i oslabic w ten sposob zagraniczna polityke USA,
tak aby po kolejnej porazce zwrocily sie one ku izolacjonizmowi i nie angazowaly
sie wiecej w krajach arabskich.
=============

Nie zauważasz, panie Darthmaciek, że problem w tym, dlaczego Irakijczycy mają w
ogóle być jakoś traktowani? Irak przegrał wojnę, którą sam rozpoczął (od strony
prawnej druga wojna w Zatoce była kontynuacją pierwszej – nigdy nie podpisano
traktatu pokojowego, tylko zawieszenie broni). Teraz jest okupowany, a zwycięzcy
– jak zawsze – robią co chcą. Udawanie że nie ma żadnej okupacji to lewacka
mentalność lęku przed siłą. Płacz że okupanci są okrutni, to lewacka mentalność
lęku przed konsekwencjami.

Trzeba było wygrać wojnę z USA. Wietnamowi się udało i nieźle na tym wyszedł.
Trzeba było mieć solidniejszą, mniej skorumpowaną armię, która umie ze sobą
współpracować. Trzeba było brać przykład z Iranu, zamiast budować złote pałace
dla wodza Saddama. Si vis pacem, para bellum.

==========

Wyzwoliciele dali temu krajowi pierwsze wolne wybory w jego dziejach
i nie jest wina Zachodu (lub jak wolisz Polnocy), ze Irakijczycy
uzyli nowo zdobytej wolnosci, zeby zaczac sie wzajemnie mordowac.
Co do zasobow, to zasoby naftowe Iraku sa wciaz eksploatowane przez
iracka kompanie panstwowa – zaden zachodni koncern nie uczestniczy w
wydobyciu. Zas w armii USA jest wiecej „kolorowych” niz w calym
Iraku, ktorego mieszkancy sa skadinad biali, czesto „jasniejsi” od
Hiszpanow lub Wlochow z poludnia…
Ciekawa to kolonizacja, gdy „kolonizator” prosi „kolonizowanych”
tylko o jedno – dogadajcie sie wreszcie w sprawie stabilnego rzadu i
przestancie sie nawzajem wyrzynac, zebysmy mogli z waszego pieknego
kraju wyjechac…..

Pierwotny plan CPA przewidywał pełną prywatyzację w zagraniczne
ręce, bo niby potrzebne były „inwestycje”.

Na drodze stanęły zagrożenia prawne co legalności sprzedaży zasobów
okupowanego kraju. Żadna firma nie chciała w to wejść, bo mogłaby
być skarżona na całym świecie, a gdy się zebrał parlament iracki to
przeważył interes narodowy.

===========

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Releated

O jeden kraj za daleko

Jeśli Izrael upadnie, czy jego mieszkańcy przyjdą do Polski? W tym tekście przedstawiam hipotezę na temat przyszłości Polski. Hipoteza ta scala ona w jeden spójny obraz trzy wątki: kwestię szkalowania Polski i Polaków poprzez przypisanie im odpowiedzialności za holokaust Żydów, odszkodowania za ww. holokaust oraz przekazanie haraczu za mienie bezspadkowe oraz nadchodzący koniec geopolitycznej pauzy, potencjalnie skutkujący […]

Chiński jedwabny szlak – uściślenie

W wypowiedziach w mediach głosiłem tezę, wedle której chiński jedwabny szlak i jego budowa jest odwróceniem uwagi od kwestii powstania centrów dystrybucyjnych. Wysunąłem też hipotezę, że najlepszą lokalizacją tych centrów jest terytorium Polski. http://wnet.fm/2017/05/27/idea-jedwabnego-szlaku-odwracanie-uwagi-prawdziwych-celow-mowi-autor-ksiazki-o-chinskiej-sztuce-podstepu/   Oto uściślenie: Chiny posługują się nazwą „jedna droga i jeden pas”. W tej maksymie przyświecającej Chińczykom droga to szlak morski, […]